To się nam weekend udał. Zamiast zamiast całe dnie siedzieć przed telewizorem (przepraszam DVD) ugotowaliśmy bigos, zaliczyliśmy imprezę pod tytułem „gry planszowe i pół litra” oraz wyszliśmy na dwa dość długie spacery. Tylko niedzielna msza jakoś nas ominęła, ale poleżeliśmy sobie na ławeczce przed kościołem pod wezwaniem dobrego pasterza. Trawy jednak nie było, tylko beton, ale dobre i to.
Bigos wyszedł taki, że palce lizać, dziś dorzucę jeszcze trochę wołowych żeberek, podgotuję do rana i zapełnię nim naszą nową zamrażarkę, która potrafi zamrozić wódkę (-24°C) oraz odmrozić palce.

Żeby nam się jedno danie nie przejadło, Mini usmażyła w niedzielę kotlety w koreańskiej panierce (taka sama jak polska tylko podłużna – podejrzewam, że jest robiona z bagietek). Mniam.
W telewizji (koreańskiej, SBS) obejrzeliśmy drugi i ostatni odcinek dokumentu (hmmm, bardziej programu rozrywkowego) o polsko-koreańskiej parze mieszkającej w Korei. Link zamieszczam poniżej (Cały program jest po koreańsku, część dotycząca pary zaczyna sie w 42 minucie (pi*drzwi), proszę sobie przewinąć.
일요일이좋다-33회 (349 MB, bardzo duży plik, polecam kliknąć prawym klawiszem i zapisać na dysku przed obejrzeniem(!))
Labels: j.polski, jedzenie, SBS, 한글