nudy na pudy
Zamrażalnik zaś wiecznie zapchany, co ciekawe, nie mamy w nim jednej gotowej potrawy... żadnych pizz, hamburgerów, chińszczyzny z Icelandu. Króluje surowe mięso, sos do spaghetti (usmażony z samych świeżych warzyw), ośmiornice/kałamarnice (przepraszam, jestem z Polski, nie nauczyli mnie rozróżniać) w pikantnym sosie, no, i oczywiście bigos.
W tą sobotę przyjeżdża łóżko (do samodzielnego składania), więc jutrzejsze popołudnie spędzimy zapewne na praniu wykładziny podłogowej w nieumeblowanej jeszcze sypialni. Cudowny plan jak na piątkowe popołudnie – ale przynajmniej nie trzeba trzymać kciuków żeby pogoda dopisała... hehe.


